Rocznik ’84. Między praniem a marzeniem – czyli jak nie zgubić siebie, gdy wszyscy wokół rosną

Cześć! Tu dziewczyna z roku 1984.

Pamiętasz zapach oranżady w proszku, kasety przewijane ołówkiem i świat, w którym największym problemem był brak nowej naklejki  w gumie Turbo? Ja pamiętam. I choć w lustrze wciąż szukam tej dziewczyny w jeansowej kurtce, rzeczywistość częściej podsuwa mi pod nos arkusze w Excelu, sterty prania i wszechobecny syf w domu (nastolenie dziecko kontra pierwszoklasista).

Dlaczego tu jestem?
Na co dzień, jak wiele z Was, dzielę życie między domowy etat a ten biurowy. Od 7:00 do 15:00 jestem trybikiem w maszynie, a po powrocie – głównym logistykiem rodzinnego chaosu. Każdego poranka mam tzw. dzień świstaka, ale jakiś czas temu (nie wiem, czy to dlatego, że wszyscy wokół trąbią o roku konia, który ma obfitować w szybkie zmiany, ma być czasem pasji, energii i blablablabla), obudziłam się z poczuciem, że moje dzieci rosną w tempie ekspresowym, czas ucieka przez palce, a ja utknęłam w „trybie serwisowym”.

Poczułam, że muszę coś zmienić. Zrobić w końcu coś tylko dla siebie, zanim zapomnę, kim jest ta kobieta pod stertą obowiązków. A ponieważ od zawsze bardzo lubiłam pisać – bo słowa to jedyne, co potrafię poskromić lepiej niż domowy budżet – wpadłam na pomysł tego bloga.

Ten blog to mój powrót do domu. Do samej siebie.
Chcę udowodnić (sobie i Tobie), że:

  • Etat to nie wyrok. Nawet po ośmiu godzinach za biurkiem można znaleźć siłę, by zawalczyć o dawną sylwetkę i tę iskrę w oku, którą miałyśmy w liceum.
  • Pisanie to moja terapia. Chcę przelać tu wszystko to, o czym myślimy, parząc (chciałabym napisać) trzecią kawę w biurowej kuchni (piję tylko z rana na czczo - ojoj niezdrowo) – o tęsknocie za byciem „młodą i zgrabną” i o buncie przeciwko uciekającemu czasowi.
  • Między jednym praniem a drugim jest miejsce na pasję. Może to właśnie te 15 minut przy klawiaturze pozwoli mi odzyskać kontrolę nad własną historią.

Nie obiecuję lukrowanego życia. Obiecuję prawdę: o zakwasach po treningu wciśniętym zaraz po wyjściu z pracy a gotowaniem obiadu na kolejny dzień, o walce z szafą, która „się skurczyła”, i o radości  z odzyskiwania kawałka siebie.

Rozgość się. Jeśli też jesteś z „najlepszego rocznika”        i czujesz, że czas na Twój ruch – zostań ze mną. Odzyskajmy siebie razem, słowo po słowie, między jednym mailem a wielkim marzeniem.

Zaczynamy?

Oł, zapomniałabym - Beata jestem :)