Jest sobota ("...wieczór się zaczyna, myśli krążą w głowie, zaj....ta dziewczyna..." - nie no dobra, dziś nie o tym). Domownicy na wyjeździe, mieszkanie jest ciche, co dla kobiety z rocznika '84 oznacza jedno: totalna swoboda, a co za tym idzie - oficjalne rozpoczęcie dnia „ja, garnek i ścierka”. Odpalam Spotify, listę z lat 90... Lecą piosenki, które pamiętam lepiej niż to, co jadłam wczoraj na obiad: Ace of Base, Scooter, Culture Beat... Wymachuję ścierką, planuję, co ugotuję, dorosłość w pełnym wymiarze. Nagle… wjeżdża on. DJ Bobo i jego „Welcome at the beach, this is for you, just for you… There’s a party!”. I nagle nie stoję w kuchni nad obiadem. Przysięgam, poczułam zapach tamtego lata. Nie wiem dokładnie, który to rok, pewnie 1995 albo 1996, ale lato było wtedy gorące, a dnie nie miały końca. Nagle nie jestem w swoim mieszkaniu. Jestem tam. Widzę to jak na filmie: środek lata, rok dziewięćdziesiąty-któryś. Wracamy z koleżanką ze spaceru, słońce powoli zachodzi, malując bloki na pomarańczowo, a w powietrzu czuć ten specyficzny zapach wolności, ogniska, skoszonej trawy, rozgrzanego asfaltu, gazet z kiosku i tanich perfum. To był czas, kiedy ta muzyka nie była „retro” - to był hymn naszych pierwszych dyskotek, dusznych sal gimnastycznych i romantycznych wieczorów, gdy każdy „wolny” był sprawą życia i śmierci. Największym problemem nie był kredyt, praca czy to, że znowu nie mam czasu dla siebie, tylko to, czy mama pozwoli mi zostać na podwórku chociaż do 22:00. Siedzimy na murku, pijemy oranżadę, wszyscy się śmieją, rozmawiamy o tym, kto był na koloniach, a kto jedzie do babci na wieś. I nagle słychać charakterystyczny turkot opon. Podjeżdża ON na swoim BMX-ie. Ta pierwsza miłość z bloku obok… Jeden jego uśmiech i ciepły wieczór staje się nagle gorący jak tropiki. Wiecie, co w tym wspomnieniu jest najlepsze? (Oprócz tego chłopaka na rowerze, oczywiście). Moja twarz bez ani jednej zmarszczki, "czysta" głowa i figura, o którą nie musiałam walczyć z każdym pączkiem. Wtedy szczytem fitnessu było skakanie w gumę i uciekanie przed dozorcą, a dziś? Dziś patrzę w lustro i zastanawiam się, czy to DJ Bobo tak przyspieszył tempo, czy to po prostu życie mi tak „zgifowało".
Stwórz łatwo własną witrynę internetową z Webador